cze 03 2003

Bez tytułu


Komentarze: 1

Mam znajomego. Z internetu. Zważywszy na to, że korzystam z niego często, a nawet nadmiernie często to nawet nie dziwi.

Czemu akurat o nim? Mam ich w końcu jeszcze paru...

Bo mi zaufał. Ot tak po prostu. Niewidząc mnie nigdy na oczy, nie znając prawie wcale. Ale to pewnie dlatego, że to takie łatwe. Powierzając mi siebie nie musi się niczego obawiać. ' A komu Ty to możesz tak naparwdę wypeplać A.?:)'.

Przysłał mi ostatnio bloga, którego pisał jakiś rok temu. To jest jeden ze smutniejszych jakie zdarzyło mi się czytać. Miałam usunąć z komputera. No tak. Niby usunęłam, ale zzipowany plik ciągle siedzi sobie jako załącznik na jakiejś poczcie. Po prostu muszę go mieć. Czasami go czytam. Jak mi smutno (chyba tylko po to, żeby mi było smutno jeszcze bardziej ;->). Historia stara jak świat, nieszczęśliwa miłość i takie tam bajery (nie ironizuje wbrew pozorom). A ja dobiero wtedy zobaczyłam go prawdziwego. Zakochałam się w nim platonicznie. Zakochałam się w jego postrzeganiu kobiet.

Najbardziej cieszą mnie chwile, kiedy dostaje wiadomość 'jesteś? muszę ci coś powiedzieć'. Bo dla mnie to zaufanie jest cholernie ważne, mimo że czasami ironizuje.

Nie jestem żadną matką miłosierdzia. On też jest mi potrzebny. Bo jakoś tak wyszło, że muszę o wszystkim opowiedzieć. Jemu się wydaje, że to on mi zabiera czas. Prawda jest taka, że tego czasu najwięcej poświęcami mi. Nie czuję sie jednak w obowiązku pisać mu o tym ;-).

po_cichu : :
03 czerwca 2003, 23:46
no i wlasnie po to sa przyjaciele. a przez internet chyba rzeczywiscie ludzie latwiej zdobywaja sie na szczerosc i zaufanie.

Dodaj komentarz